piątek, 28 lutego 2014

Od Tvysy - C.D Sitaela

- Bogowie, mają ważniejsze sprawy na głowie, niż mszczenie się, na niewiernych, malujących, ich imienników, dla żartu. Zajmę się Crossem - chwyciłam, za różową farbę. Podeszłam do boksu, konia Lux i zaczęłam malować zwierzę w kwiatki. Nie rozumiem dlaczego te konie się nie obudziły, kiedy tu wchodziliśmy, przecież San narobił, dużo hałasu. Poczułam za sobą czyjąś obecność, odwróciła się, w obawie, że to Luxia, jednak na szczęście, zobaczyłam Sitaela.
- I jak podoba ci się Cross, w kwiatki? - uśmiechnęłam się do niego


<Sitael?>

Od Tvysy - "Moja historia" cz.4

- Wyżej głowa! Masz zachowywać się jak księżniczka! – machinalnie robię to co mi każe - A teraz zmień mnie... w kaczkę
- Kaczkę? - wcześniej kazała mi się zmienić w kiwi, więc chyba nie powinnam być zdziwiona.
- Tak, w kaczkę - wyobraziłam sobie, że przed mną stoi kaczka, a matki nie ma. Przelałam w to odrobinę ,czegoś co można porównać do energii. Po chwili usłyszałam wesołe kwakanie.
~Odmień mnie - powiedziała do mnie mentalnie, a ja zrobiłam to co mi kazała.
- Brawo, na dzisiaj koniec-uśmiechnęła się do mnie i ruszyła w stronę domu.

<parę dni później>

Powoli coraz łatwiej odzie mi, zmienianie matki i różnych rzeczy, w coś innego. Ostatnio udało mi się nawet zmienić Aidana, naszego psa, w słonia. Co ponoć jest dużym wyczynem. Często pomagałam, też matce w kuchni. Dziwnie było patrzeć jak nóż sam kroi pomidory. Do moich uszu, dotarło pukanie do drzwi, więc poszłam je otworzyć. Gdy przekręciłam zamek, powitało mnie wesołe wycie. Alyss...na śmierć o niej zapomniałam!
- Cześć! Mogę wejść? - spytała, zaraz po tym, jak jej głowa, zaczęła być widoczna, zza drzwi
- Jasne, że tak - gestem pokazałam jej, żeby weszła. Wrzuciła kurtkę do szafy i jak za dawnych czasów, ruszyła w stronę mojego pokoju
- I jak tam twoje, życie zmieniło się od pełni? - spytała, siadając na pufie
- Dobrze... okazało się, że jestem mieszańcem. Pół czarodziejką, pół wilko krwistą
- Widzisz, ty to masz szczęście, nie dość, że wilk, to jeszcze czarownica - uśmiechnęła się do mnie, a potem wstała i podeszła do mojej biblioteczki. Wzięła z niej jakąś książkę. Podała mi ją. Była to dziwna, stara księga, której jeszcze nigdy dotąd nie widziałam
- Skąd się tu wzięła?
- A myślisz, że ja wiem, moja też pojawiła się znikąd - wyciągnęła podobną z torby, którą miała przy sobie
- O czym one są? - przyglądałam się z zaciekawieniem książką. Moja miała zielone kryształki, a Alyss brązowe
- O magicznych istotach. Ponoć dostają je tylko wilko krwiści - wyszczerzyła kły i schowała swoją, a moją odłożyła na miejsce. Na powrót usiadła na pufie
- Jak to jest czarować? - spytała
- Sprawia ci to wilkom satysfakcję. Dzięki magii, czujesz, że żyjesz...nagle zadajesz sobie sprawę, że życie czasami bywa piękne-uśmiechnęłam się do niej. Zastanawia mnie, dlaczego opisywałam to taką
łatwością, dlaczego mówiłam to tak, jakbym recytowała, ulubiony wiersz. Przecież nigdy wcześniej, nie myślałam o tym co czuję podczas używania magii. To zdawało się takie naturalne...


C.D.N

środa, 26 lutego 2014

Od Michaela - Ostatnie opowiadanie

Było wcześnie rano, kiedy dostałem list od siostry w małej czerwonej kopercie. Otworzyłem ją i przeczytałem.
W liście było żebym wracał do domu, bo nie mogą be zemnie żyć. Trochę mnie to dziwiło, albowiem my nie żyjemy no ale cóż…
Nie mogłem po prostu tak od razu powiedzieć mieszkańcom domu, że odchodzę. Napisałem krótki pożegnalny list, który przykleiłem do drzwi.

Dziękuję za te parę chwil spędzonych z Wami wydajecie się spoko paczką i wiem, że sobie poradzicie więc zostawiam was pod opieką Luxii, zabieram ze sobą Josha, przy okazji potrafi mówić, dziwne, ale dobra wracam do mojego domu. Piszcie jeśli chcecie, nie potrzebny jest adres tylko pokwitowanie krwią i ja go odbiorę lub moje rodzeństwo
.
Żegnajcie



Przyklejając i zakładając gitarę na plecy wyszedłem z domu…

poniedziałek, 24 lutego 2014

Od Tvysy - Moja Historia cz. 3

Noc minęła spokojnie, a Alyss, na wszelkie sposoby starała się, żebym nie wyszła z szopy. Czemu ona nie rozumiała, że chcę pobiegać, że chcę być wolna! Co ja wygaduje, od zawsze, to tego najbardziej się obawiałam, że pewnego dnia okaże się, że jestem jednym z tych stworzeń... ze stworzeń, które przynoszą zniszczenie, tylko dlatego, że są inne. Może nie jestem wampirem, ale jestem pewna, że na wilko krwistych, też polują. Na pewno. W raz z pojawieniem się słońca, moje ciało odzyskało, zwykły ludzki kształt, a moje nogi poniosły mnie do domu.
~*~*~
- Mamo! Jesteś? - zawołam, po wejściu do domu, a potem usłyszałam, kilka trzasków drzwi i zobaczyłam matkę. Była wystraszona, ale widziałam, że na jej twarz, powoli, pojawia się także ulga.
- Jak dobrze, że jesteś! Nawet nie wiesz jak się martwiłam! - przytuliła mnie
- Czemu mi nie powiedziałaś? - spytałam się jej, gdy mnie puściła
- Chciałam, żebyś miała normalne dzieciństwo
- Ale, tak będzie mi trudniej!
- Wcale, że nie moja matka, też była tak wychowana
- A ty?
- Ja nie, bo widziałam, jak ojciec, zabija wampira
-No to wyobraź sobie, że ja przez ciebie, wczoraj też
- Alyss?
- Tak, wiedziałaś?
- Ależ, oczywiście, że tak - uśmiechnęła się do mnie, a potem zaprowadziła do jadalni. Przy stole, pokazała, żebym usiadła, a sama poszła, zrobić herbatę.
- Jak ci minęła noc? - spytała, stawiając, przed mną kubek
- Dobrze-spojrzałam na nią, emanowało od niej coś dziwnego, potężnego. Coś czego wcześniej nie wyczułam...
- Od jutra trzeba będzie zacząć naukę
- Czego?
- Magi - magi! Ale ja przecież, nie jestem czarownica, tylko wilko krwistą... chyba. Musiałam zrobić dziwną minę, bo po chwili usłyszałam:
- Wilko - czarodziejką.Twój ojciec, był wilko krwistym, ja jestem czarodziejką - no to fajnie, nie ma to jak się dowiadywać, że zamiast być dziwadłem, jest się połączoną wersją dwóch, magicznych stworzeń. Muszę to wszystko sobie przemyśleć. Odeszłam od stołu i poszłam do swojego pokoju.

~*~*~

 Poczułam na swojej twarzy coś zimnego, a potem usłyszałam doniosły śmiech. No tak, może przy mnie czarować, to będę miała teraz ciekawe pobudki. Chciała bym się zemścić. Usłyszałam głośnie chlup, od strony drzwi, odwróciłam się w ich stronę i zobaczyłam mokrą, uśmiechającą się matkę.
- Ładnie-powiedziała i rzuciła mi jakiś materiał. Przyjrzałam mu się ,to była peleryna. Miała zielony kolor, wyglądała jak jedna z tych, które nosiłam podczas obozu, parę lat temu, jednak była o wiele ładniejsza. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wziąć prysznic, a potem ubrałam się w luźną bluzkę i jeansy. Narzuciłam na siebie pelerynę, którą dostałam od matki. Weszłam do jadali. Na stole było, kilkanaście potraw.
- Mamo, nie przesadziłaś, to przecież tylko śniadanie? - zazwyczaj, musiałam robić sobie sama kanapki, więc bardzo zdziwił mnie syto zastawiony stół.
- Muszę trochę poćwiczyć, dawno nie czarowałam, a krojenie kilku rzeczy na raz to świetny trening-w moją stronę przelewitował talerz. Złapałam go i położyłam na stole.
- Czuję się jak w Harrym Potterze
- Daj spokój, przyzwyczaisz się-uśmiechnęła się, promiennie – usiądź - posłuchała jej, po chwili dosiadłam się do mnie.
- Dzisiaj zaczynamy lekcje - powiedziała, podając mi dzbanek z kawą

C.D.N

Od Sitaela - C.D Tvysy

Spojrzałem na nią za barku spokojnie śpiącej Celty.
- Możesz stać na czatach albo pójść do jakiegoś zwierzaka i pomalować go dowolnym kolorem w dowolnej ilości w dowolniej liczbie barw. Możesz zużyć nawet wszystkie, mi to nie przeszkadzał byleby nikt nas nie złapał.
- Nawet Heliosa? - zażartowała.
Uniosłem jedną brew co robię kiedy jestem zirytowany, zaskoczony lub wściekły bo nie wiem dlaczego ale nagle mi się przypomniał mój kumpel Jeff.
- Możesz spróbować  - powiedziałem  - ale nie zapominaj że mój smok został nazwany na cześć greckiego boga słońca i raczej się nie ucieszy gdy go czymś obsmarujesz  - zaśmiałem się cicho.


<Tvysa?>

Od Tvysy - Moja Historia cz. 2

- Alyss, zwariowałaś! Wiesz przecież, że nie wolno zabijać! - nie mogłam pojąć dlaczego moja przyjaciółka mierzyła w stronę człowieka.
- Cicho, nie zrozumiesz - mruknęła, a potem strzała z drewnianym grotem poleciała w stronę, czarnowłosego chłopaka. Wbiła się prosto w serce. Wtedy właśnie po raz pierwszy widziałam czyjąś śmierć. Odwróciłam się w stronę morderczyni, widziałam w jej oczach blask, satysfakcji... zeszła z drzewa, a potem ruszyła w stronę martwego człowieka i jakby nie było jej mało wbiła w jego szyję nóż. Ruszyłam w jej stronę, właściwie nie wiem czemu...przecież powinnam się bać, uciekać od niej. Zabiła niewinnego człowieka! Jednak czułam, że nie zrobiła tego tylko po to, aby zabić, miała w tym jakiś cel, coś ważnego...spojrzałam na broń, którą właśnie wycierała o ciuch trupa, ona była drewniana. Ciekawe czemu!? Podeszłam bliżej, aby przyjrzeć się jej ofierze, był przystojny i miał czarne, puste oczy. Przeniosłam wzrok na jego usta, zza jego warg wystawały ogromne kły. To musiał być wampir, ale one nie istnieją!
- Alyss... czy to, to o czym myślę?
- Jeżeli myślisz tak jak zawsze, to tak - wiem o co jej chodziło, o myślenie nie realne...przyjrzałam się znów chłopakowi i patrzyłam tak nie niego, próbując pojąć, czy moja koleżanka, na pewno nie zwariowała.
- Ale, jak to!?
-Normalnie, myślisz, że co tylko ludzie i zwierzęta na tym świecie żyją! Nie! Istnieją jeszcze stworzenia, bardziej doskonałe. Takie, które polują na tych, którzy myślą, że są na szczycie łańcucha pokarmowego. Na was, ludzi - dlaczego powiedział was, przecież ona też jest człowiekiem... choćby tak mi się zdaje.
- Was?
- Tak, jestem wilko krwistym, jedynym, który odważył się, stać Łowcą Wampirów - jej oczy płynęły nadzwyczajnym blaskiem, zrobiły się złote. Odwróciła głowę w stronę nieba, nie musiałam robić tego co ona, żeby wiedzieć o co jej chodzi...trzy dni temu były moje urodziny, więc dzisiaj jest pełnia...

~*~*~

 Głowa pękała mi z bólu, czułam, że puchnie mi twarz. Oczy potwornie mnie szczypały, a zęby zachowywały się jakby chciały wyskoczyć mi ze szczęki. Spojrzałam na swoje ręce, zmieniły się w łapy... stałam się wilkiem!
- No to fajnie... mamy przekichane, obok rój wampirów, jednego zabiłam, a tu się okazuje, że będę musiała niańczyć szczeniaka!  powiedziała Alyss, po czym zmieniła się w wilka.
- Ale ja nie wiem jak to się stało! Nie wiem czemu! - zamiast słów, z mojego pyska wydobyło się, ciche warknięcie
-Matka ci nie powiedziała i tyle! Jesteś wilko krwista, przyjmij to na twarz. Chodź, trzeba znaleźć jakieś miejsce do przenocowania - czułam się zdezorientowana, jednak nie wiedzieć czemu, gdy zaczęłyśmy biec, zdezorientowanie zmieniło się w fascynację, radość, coś nadzwyczaj przyjemnego...

C.D.N

sobota, 22 lutego 2014

Od Tvysy - C.D Sitaela

- Na nikogo nie wpadnę, to tobie radzę uważać. Zgoda, jak chcesz mogę ci, nawet trochę pomóc - nagle z robieniem żartów, skojarzyła mi mama, ona zawsze była taka wesoła. O dziwo, tym razem, udało mi się powstrzymać grymas bólu, który za każdym razem, gdy tylko choćby usłyszałam, imię matki, pomazywał się na mojej twarzy. Chyba dobrze zrobi mi chwila zabawy, chwila nie myślenia o magicznych istotach. Szkoda tylko, że Sitael ma skrzydła... Spojrzałam w stronę anioła, już był parę metrów, przed mną, więc zaczęła za nim iść. Dogoniła go dopiero przy wyjściu. Z domu wyszliśmy już idąc, ramię w ramię, skierowaliśmy się w stronę stajni. Od razu po przekroczeniu progu, usłyszałam rżenie Sanariona. Spojrzałam na niego i już po chwili zamilknął. Zobaczyłam, że Sitael podchodzi do Celty.
- To jak mogę pomóc? - spytałam


<Sitael?>

Od Sitaela - C.D Tvysy

- Nie skończysz  - zapewniłem ją -  Ja nie lubię powtarzać żartów. Raczej lubię być nieprzewidywalny.
- Aha, czyli czego mam się spodziewać? Tarantuli?
 Prychnąłem.
- Żarty jakieś? Tarantula to dla Michaela. Dla ciebie wyszykuje coś innego.
 Spojrzałem na tubkę z farbą którą trzymałem w ręku.
- Ok - odwróciłem się do niej - chcesz iść ze mną do stajni patrząc jak maluje na czerwono Celte, fioletowym kolorem ubarwiając Cross, czy patrzeć i czekać aż zrobię ci jakiś kawał - rozłożyłem ramiona - mi tam obojętne, ale jeśli chcesz ze mną iść to musisz uważać żeby na kogoś nie wpadnąć. Jak ktoś mnie przyłapie to może się skończyć źle i to podwójnie jeśli to będzie nasza droga Lux -zaśmiałem się.

<Tvysy?>

Od Tvysy - C.D Sitaela

Właśnie szłam do swojego pokoju, gdy zobaczyłam jakiegoś czarnowłosego, mrocznego anioła, który grzebał coś przy drzwiach, czyjegoś pokoju. Fajnie, że kogokolwiek tu znam... Nawet nie wiem, kiedy tu dotarł, czy jak ma na imię, a z resztą nie ważne. Nie zwracając na niego, większej uwagi, przeszłam koło niego. Poczułam jak coś na mnie wpada i po chwili uświadomiłam sobie że to ten anioł.
-Co tu kombinujesz? - spytałam się go
-Bądź cicho, to zaraz zobaczysz - odpowiedział wymijająco, po czym pokazał mi, abym schowała się we wnęce, zrobił to samo. Spojrzał w stronę drzwi, które po chwili zaczęły się otwierać. Usłyszałam chlupot wody i zobaczyłam, jak z pokoju wychodzi, jakiś mokry chłopak z wiadrem w rękach. Usłyszałam cichy śmiech, koło siebie i po chwili skojarzyłam o co chodzi…
- Czyli mam się bać, że znajdę pająka, w swoim łóżku - spytałam się czarnowłosego, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha
-Tak, a tak w ogóle jestem Sitael.
-Tyvsa, mogła bym wiedzieć jak ustrzec się twoich żartów. Nie chciała bym skończyć jak on


<Sitael,dokończysz?>

piątek, 21 lutego 2014

Od Sitaela

- Gdze to jest? - gadałem sam do siebie grzebiąc w skrzyni - Musi gdzieś tu być.
- Żel do włosów? - nie, rzuciłem za siebie - Miecz? - nie, leci - Sprey? - nie, zmienia się w pegaza.
- No gdzie to jest! -zamknąłem ze złością skrzynie i rozejrzałem się po pokoju.
- Ale bajzel - mrugnąłem i sięgnąłem pod łóżko - Zaraz!? - z wrażenia walnąłem o drewnianą ramę - Mam to!
Mój smok Helios słysząc mój krzyk wystawił głowę przez okno.
- Spokojnie - pokazałem mu moją zdobycz - Już mam to co chciałem.
Głowa Heliosa znikła.
- Juhu! -podrzuciłem zdobycz - zaczynamy imprezkę!
Obejrzałem się na korytarz. Uff... Na szczęście nikogo nie było... Ostrożnie podszedłem do pokoju Anika. Zobaczywszy, że drzwi są uchylone położyłem wiadro na nich i delikatnie się cofnąłem.
Ledwo co zrobiłem kilka kroków gdy na kogoś wpadłem.


<Dokończy ktoś?>

Pisać w komentarzach, kto przejmuje to opowiadanie :* ~Luxia